Posty

Wyświetlam posty z etykietą Poezja

Sąsiedzi

Co dwie głowy to nie jedna
Czy to dom czy ogród zawsze
Oni zawsze znajdą nietuzinkowy

Sposób na wszystko co najważniejsze
W życiu gdy są w podróży nikt ani nic
Nie może zepsuć usterki która jest

Przed nimi cokolwiek zdarzy się
Dalej wzbogaca przyjaźń obojga
Sąsiadów kolory są tylko wzbogaceniem

Ich twórczych fantazji na temat ich
Wspólnej przestrzeni zawartej w małym
Mieszkanku na odludziu czy w mieście
Gdy nastąpi koniec odcinka skończy się
Pewna epoka

Sześcian

Karta obraca się tylko raz w świetle
Księżyca tworząc niepowtarzalną broń
Skryte po zachodzie słońca ciało

Tonie pośród gwiazd i snów
Dodając światu blasku muśnięciem

Fantazji naszej przyszłości plany są
Kolorowymi obrazami twych ideałów

Fragmentów weny ożywiając zastygłe
W czasie miłosne wspomnienia i tak
W końcu  zostajemy w sześcianie

Obcych zazdrości unikamy wejścia
W nowe puzzle życia to co jest
Przed nami zakończy jedna decyzja

Reksio

To małe klapnięte uszko
Jest pomocnikiem każdego nawet
Złoczyńcy czai się za rogiem a on
Wygląda spoza swych trosk i
Podaję łapę tym co się zagubili

Na hamaku w budzie czy w domu
Nasz wierny kompan nie spuszcza z
Oczu czasu i stara się go doścignąć

Jak każda wieść niesie pies
Musi ratować czyjeś życie
W najsłabszej chwili

Kiedy samotność nam doskwiera
A słońce wstaje on nakleja znaczki
Na list do każdego małego dziecka w sercu

Puchatek

Kociołek miodu jest w spiżarni
Jest zamknięty po to aby drogi
Kubuś mógł zając się czymś

Poza przyjemnościami gdy
Puchatek straci rachubę czasu
Nikt nie jest w stanie odciągnąć go

Od lasu wspólnego domu jego przyjaciół
Stu milowy las kryje w sobie tyle barw
Co nie jedna niekończąca się historia

Kubuś kocha swoją dziuple wszystko tam
Jest szyte dla niego na miarę małej postury

Kocham

Czasem gdy nie ma wewnętrzny
Duch mówi sam budujesz sobie dom
Z ulotnych myśli podszyte strachem

Lub obłudą ludzkiej ufności i
Zatracenia bardzo daleki złoty
Brzeg na miarę czyjegoś paktu

Diabła ciągnąca się nić przez
Życie na bardzo wątłej linie
Ale tylko małe rzeczy mogą

Zostać zrobione w parę sekund
Sama wiara nie wystarczy na
Jeden moment obie tworzą

Małżeństwo dwojga fascynacjach
Trenów tego samego epitafium na
Którym kiedyś stało się to czego
Jeszcze nie rozwinęliśmy w
Najdroższy kwiat

Kocham to po prostu inwokacja
Do bram niebios o małe szczęście

Krecik

Czarny zwierzaczek umocniony w boju
Z lasem as wśród przyjaciół lubi grać z życiem
W swych korytarzach chowa przysmaki

Przysmaki jakich mało gdziekolwiek na świecie
Zawsze znajdzie swą dziurę w każdej gęstwinie

Nie zapomina o błahostkach krążących w chmurach
Jest oczytany z mapą struktury lasu jak nie jeden
Człowiek zna go z młodych lat lecz mało kto
Pamięta że czeska stworzyła go ziemia

Czekolada

Rzeka snów jak każda pokusa
Ma dwa początki pragnień
Zaczynając od myśli po
Słowa kończąc na ciele

Pusty puchar zawsze można
Napełnić łzami macicy pożądaniem
Skalane łono nigdy nie odmówi sobie
Chwili rozkoszy pośród innych smakoszy

Tabliczka wciąż mówi o upływającym
Czasie dzieląc smutki i troski na dwie
Strony adresat i winowajca mają jedną
Ripostę bez polemiki nie można rozmawiać
Bez serca dziecka

Plastuś

Ten stworek żyje pomiędzy
Troskami i radościami dzieci
Nie licząc skrawków swojego

Bajkowego tła ulokowane w
Nim uczucia nie są dla Niego
Pustym słowem z terminem

Ważności on nigdy nie
Odmawia nawet najsłabszemu
Stworzeniom i rusza z nami z

Pierwszym dzwonkiem do szkoły
By czerpać z Naszych błędów
Życiowe mądrości

Mogę

Złamana przeszłość
woła o uwagę dość
krwawą wśród mgieł

Zaklęte koło nie ma końca
w morderstwach świętej
Figury w tle krzyża i mchu

mogę przez to przejść ale zawsze
koniec będzie za mną szedł za
światłem czyjego życia

bycie królem czyjegoś
wieńca tęczy wyblakłe  notatki
wciąż są wskazówką dla terytorium
upadłych aniołów

Tytus

W różowym wdzianku i z koltami
Uczy się grzecznie jazdy na
Rzeczach magicznych Tytus
Na Rozalii czy na palmie

Drogiej małpce nie brak
Ludzkiego zacieńcia i
Odrobiny fantazji

Gdyby on został prezydentem
Nikt by nie myślał o wyścigach
Po wieczność tylko pokochał
Swe serce i wskazówki zegara

Mimo zdań wielu i wśród
Swych pobratymców coś mu
Doskwiera ani żartu ni śmiechu
Tylko niszczyciele rujnują jego ja

I Potrafi zejść na ziemie
Wtedy kiedy cały świat szaleje

Melchior

Czy to Galia czy Brytania
W przygodzie z Rymem
Nie ominie ich historia

Melchior niosąc z krain do krain
Wraz z magicznym napojem
Wpadają w tarapaty z obroną ręką

Ci kompani są  pasjonatami
Pieczeni z dzika każdą rzecz
Potrafią zmienić w istne dzieło sztuki
Wojennej której nikt się nie oprze

Platonicznie

Bijący zegar w tle przypomina
jeszcze jest czas na uczucia
pośród ludzi którzy i tak
żyją z momentu na moment
sprzedadzą wszystko by oczernić
co dobre w Nas nie jest idealnie

Najlepiej oceniać wszystko z obrotu szkła
i pośród rozmów wielki ich liter nudna ulotne
obrazy stają się pokarmem mas

Nie ma czysto nic platonicznego bez podtekstu
światła są naszym drogowskazem miejsce
jest tylko pretekstem do zwierzeń nie formalnych

Konie

ta forma oddechu jest zniewoleniem
jest rysą na płycie życia ze łzami duszy
oddająca ciepło i serce  dźwięk

ruchu machiny stworzenia stompie
po ziemi z biegiem wskazówek
zegara i czyste powietrze współgrające
z naturą jest jego strunami

koń to po prostu  żywe serce w stadzie
konie spotkanie dwóch natur świata

Sztylet

Chciałabym wziąć to co mam
Czuję Twój zapach w każdym kroku
To zostało zniszczone przez czas
Nie wróci do starych rys zostawiłam
Na stole całą przeszłość

Nigdy nie podpisany tekst nosi
Moje znamiona nie ważne jaką
Kartę odkryjesz zawsze wyślesz
Sztylet w moje ciało

Czy jest w tym uczuciu  jakaś
Tajemna siła jestem tylko
Marionetką w zarysie myśli
Dotykaną o zmierzchu

Labirynt myśli podąża za Tobą
W blasku świec prościej jest
Pokazać tą drugą twarz

Pająk

Ten głuchy szept zaplątany
Pomiędzy pajęczyną Twych słów
Olśnienie Twego umysły
Przytłacza mnie tym samym
Odpłacę Ci za jedno słowo    

Przypisałeś mi pająka i wydaje Ci się
Król może mieć wszystko bez wyjątków
Jesteś czwartym okiem lejąc się w rękach
Wciąż powracam w te same miejsca

W ustach mam ten sam oddech o smaku
Metalicznego diamentu dałeś mi go w
Swym raju tam nie ma rodzimego obrazu

Ty trzymasz mnie w szachu zasłaniam
Oczy Twe i odcinam dzień zostawiam
Dowody zdrad i odchodzę stąd

Setny Wers

Kwiat tęczy rodzi swoje kłamstwa
Setny wers wystukuje na ekranie
Walę w drzwi krzyczę zadzwoń
Jak przyjdzie na Nas czas

Mówili naciśnij przycisk
Setny wers wypisany na murze
Ta sama strona krzyku
Pomoc jest niedostępna
Kwadrat miejsc oprawiona

Słodkim pudrem tworzy
Nasze kajdany bez wyjścia
Zamek został zburzony
Lata temu pozostały stare prawa

Czasami trzeba coś zmienić
By dzień stał się jaśniejszy

Rama

Weryfikacyjna gra z jej tłem
Nikt nie ma wątpliwości ona
jest jej obrazem on nigdy nie
Dotknie jej świata nawet w

Gwiazdach ta rama to podróbka
Ale prośby są takie same ten czas
Nie będzie trwać wiecznie najpierw
Królowa serc a potem szary człowiek
Umknę Ci jeśli chcę my to już inny as

W tej tali jest tylko jeden pionek
Pośród wielu dam zamiast tych
Pięknych sukien zamieniłabym je
Na bukiet kwiatów i praliny bez
Dodatków nie zgodnych z prawem

Syberia

Nikt nie pyta ani nie krzycz
Gdzie zasypany w śniegu
Spokojny ląd mam tylko
Nadzieje ominięcia minut i lat

Może w pustce w cieniu zaklęty
Mały drobny niepozornym
Niedźwiedzi pomysł czyhający
Na następną z ofiar na zakrytym

Złotem stole pytający czym ugościsz
Hrabiego w dzień romantyczny nie
Świąteczny prawdę czystą w szklaneczce
Niebieską  Brunatną czy Biała

Podaj coli
Bo brzuszek boli
Mówi Hrabia

Atrament

Nie do tych lat co trzeba
Przydzielił mnie los atrament Już dawno zastygł na słowach I nawet jeśli rozwieje je czas
Będę jak jeden z wielu czyhał Na Twój krok w tańcu ze światem Kiedy kwiaty rozsypują się w dłoniach
Nikt nie waży się spytać z kim jest Ta dziewczyna i do jakich drzwi pukać Powinno się walić z ukrytych dusz
Wyryte na przekór wszystkiego Nie chcę mi się sprzedać ani jednej myśli Zatraconych po kres snów dobrych panien

Najmłodsze

Najmniejszy świat pośród
Małych kropel łez jak koliber
Szuka najmniejszych śladów zgiełku
Systematycznie stuka do drzwi

Drgając w rękach jak mała kuleczka
Jeszcze nie wykorzystana przez czas
Krok za obrazem nas bez ograniczeń
Groteska ciągnąca się jak spektakl

Bez epilogu jako zatrzymany w sekundach
Morderca nigdy nie podał by imienia swego
Ni broni ni czasu ni skruchy ni prochu

Od najzimniejszych skrawków pamięci
Po cenne numizmaty z dalekich stron
Nic nie można zamienić nad morzem

Kłamstw liczy się tylko
Dążenie do prawdy kiedy
Spokój jest blisko łatwiej
Przekroczyć próg światów